Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NYC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NYC. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 kwietnia 2015

Makijaż wieczorowy na zmęczone, czerwone oczy

Wiele czynników ma wpływ na to, jak będą wyglądały i 'czuły się' nasze oczy. Aby były piękne i błyszczące należy serwować im odpowiednią dawkę snu, unikać długich godzin spędzonych przed komputerem itp. Często się zapominamy i jesteśmy sami sobie winni. Zdarzają się nam również ciężkie dni/noce, niezależne od nas. 

Rano wstajemy patrzymy się w lustro i mamy przed oczami okaz nędzy i rozpaczy. Przekrwione białka, czerwone powieki czy/i worki pod oczami. Najchętniej zamknęłabyś się w domu, nigdzie nie wychodziła i przeczekała ten wstrętny dzień. A przecież dziś impreza?!

No i co robić, jak się umalować aby jak możliwie najbardziej zakryć nasze małe niedoskonałości? 
Ja już opracowałam swój typ makijażu, który u mnie sprawdza się najlepiej i dzisiaj się z wami nim podzielę. 

Makijaż na zmęczone, czerwone oczy

Makijaż zaczynamy oczywiście najlepiej od wpuszczenia odpowiednich kropelek :-)
Dlaczego takie kolory? Użyłam 2 odcieni matowych szarości (ciemny grafit i średni szary), ponieważ nie podkreślają przekrwionych białek oczu. W wewnętrznym kąciku dałam metaliczną średnią zieleń, która 'gasi' czerwone spojrzenie.

Makijaż na zmęczone, czerwone oczy

Ciemny grafit z zewnętrznego kącika roztarłam średnim, zimnym brązem. Łuk brwiowy zaznaczyłam jasnym perłowym, zimnym różem aby otworzyć trochę spojrzenie. Z tego też względu na linię wodną nałożyłam białą kredkę (przeważnie używam cielistej ale taka była pod ręką).

Makijaż na zmęczone, czerwone oczy

Aby wszystko było jak najbardziej wiarygodne, makijaż i zdjęcia zostały zrobione w czasie dla mnie super niekorzystnym. Po suto zakrapianym poprzednim wieczorze i zaledwie 4h spania. Oczy były naprawdę przekrwione i niewyjściowe. Nie poprawiałam ich w programie graficznym.

Kosmetyki, których użyłam:


Twarz:

Podkład - Maybelline - Fit me! Foundation - Porcelain 110
Baza - NYC Smooth Skin, Perfecting primer - Shade 684
Róż - z palety BarryM - Natural glow palette
Puder sypki - 2B - mattifying loose powder
Rozświetlacz - Revlon - Pure confection

Brwi:

Średni zimny brąz CHINO z paletki MUA Ever After - Matte Palette

Oczy:

Maskara - Essence - I love extreme - volume mascara
Korektor  1:1 - Catrice Re-touch light - reflecting concealer - 010 ivory i Collection 2000 - Fair 1
Biała kredka - Catrice - kohl kajal
Sleek Ultra Matts v2 - Thunder & Noir
Zoeva Rodeo Belle - Hot wind

Usta:

Kredka do ust NYC - 022 Fulton St Fuchsia
Manhattan - Sexy plexi - 51B

Do usłyszenia!

~Milanka

czwartek, 11 września 2014

Ulubieńcy kosmetyczni na lato 2014 + małe podsumowanie

Lato już się tak naprawdę skończyło, jednak kalendarzowo jeszcze trwa. W związku z tym, warto wspomnieć o produktach, które przez ten okres szczególnie używałam i polubiłam. Praktycznie wszystkie kosmetyki się przewijały z posta na post, więc teraz umieszczę je wszystkie w kupie :)

Nie będę nad każdym produktem się zbytnio rozwodzić, bo już dość o nich na blogu się nagadałam. Napomknę tylko kilka najważniejszych rzeczy



Podkład - L'oreal Lumi Magique - N3


Z mojej zbiorowej recenzji dotyczącej podkładów można wywnioskować, że nie za bardzo przypadł mi do gustu. Wtedy jeszcze nie lubiłam się z błyskiem na twarzy. Kiedy mi się upodobania odmieniły, pokochałam ten podkład. Jest lekki, przy czym można nim budować krycie. Lumi Magiqe powoduje, że twarz wygląda zdrowo i promiennie. W połączeniu z różem rozświetlającym z paletki BarryM, tworzył z twarzą cudo!


Baza pod makijaż - NYC Smooth Skin Perfecting primer - Shade 684


Nie jest to super utrwalająca baza pod makijaż, bo nie takie jest jej główne zadanie. Ma rozświetlać skórę, co robi bardzo dobrze. Ma lekką konsystencję z malutkimi drobinkami, które dają efekt mega nawilżonej aż błyszczącej cery. Sprawdziła mi się do lekkich jak i cięższych podkładów. Kosztowała zaledwie kilka €.

Bronzer - CHANEL Soleil tan de chanel


Odkąd go kupiłam, używam niemalże codziennie. Najlepsze jest to, że zużycie jest MINIMALNE! Daje bardzo naturalne przybrązowienie, które można stopniować. Nakładam go na nieprzypudrowaną twarz przy użyciu stippling brush od Real Techniques.


Korektor - Maybelline instant age rewind - medium


Wersja całkiem stara, wyprodukowana w USA i tam też do tej bodajże pory dostępna. Kupiona na allegro przez moją siostrę. Dla niej nie podpasował, więc oddała go mojej mamie a ona mnie. Lepszego korektora do tej pory nie używałam. Nie mam ogromnych cieni pod oczami, ale za to zaczerwienione od odżywki Revitalash. Jest bardzo lekki a zarazem kryjący. Nie zbiera się w zmarszczkach (robił to u mnie każdy korektor). Przypudrowany, trzyma się na miejscu kilkanaście godzin. Na mokro sprawdza się idealnie jako baza pod cienie.


Brwi - 020 Catrice date with ash ton


Bardzo fajny zamiennik jak dla mnie, cienia w kremie Color Tattoo Permanent Taupe, którego również używam do brwi. Daje naturalny kolor, posiada praktyczną szczoteczkę z drugiej strony. Jak dla mnie jest za bardzo woskowa, mogłaby być bardziej napigmentowana. Lubię ją ze względu na ciężko-dostępny drogeryjny kolor, i szybkość użycia. Dzięki temu, kreujemy swoje brwi w kilka chwil.


Maskara - MUA - Makeup academy mascara - shade 3


Jak wiecie lub nie, lubię odcienie niebieskości na swoich oczach, mimo takiego koloru tęczówki. Jeszcze bardziej w połączeniu z brązami. Do tego celu kupiłam tę maskarę, by podkreślać rzęsy na dolnej powiece, tworząc kontrast. Maskara daje przepiękny turkusowy odcień. Kładę ją zawsze na wcześniej umalowane rzęsy czarnym tuszem. Dlaczego? Szczoteczka produktu dużo niestety nie nabiera i nie zostawia odpowiedniej ilości na niepomalowanych rzęsiskach. Dla mnie to osobiście nie przeszkadza.

Użyłam go np. do: (klik w zdjęcie przekieruje na odpowiedniego posta) 



Szminka - Essence - Love me


Odkąd odkryłam ją w szafie essence, wiedziałam że muszę ją mieć. Bardzo lubię róż na ustach w takiej tonacji. Nie wysusza ust, nawilża je i ładnie podkreśla. Z chęcią wypróbuje inne kolory :)

Użyłam jej np. do: (klik w zdjęcie przekieruje na odpowiedniego posta) 



Kredka - tak jak w przypadku brwi

Paleta cieni - BarryM Glow & Natural shadow & blush


O tej księżniczce pisałam już wiele razy i w samych superlatywach. Dla osób lubiących naturalne podkreślenie oczu, paletka będzie idealna. Mamy w komplecie 2 cienie matowe i 4 satynowe z mikro drobinkami. Wyczarujemy z paletki kilka makijaży dziennych aż po lekko do średnio-intensywnych wieczorowych. Cienie są porządnie napigmentowane, nie osypują się i są trwałe.

Użyłam jej np. do: (klik w zdjęcie przekieruje na odpowiedniego posta) 



Róż - z palety j.w


Uwielbiam ten róż odkąd go wypróbowałam. Nie posiada nachalnych drobinek ani mega różowego pigmentu. Zaletą jego jest naturalny, wypoczęty i promienny efekt jaki daje skórze. 


Eyeliner - Electric od Makeup Geek


Mega-intensywnie niebieski eyeliner? To właśnie sławny Geekowski Electric. Co tu dużo pisać, zapraszam na stronę MUG i zobaczcie co można z nim storzyć. TU<--

Użyłam go np. do: (klik w zdjęcie przekieruje na odpowiedniej strony) 




Pędzle - Complete eye set


Pędzle testuję odkąd do mnie dotarły. Zbierałam się trochę do ich kupna, bo nie mogłam się tak naprawdę zdecydować! Jest tyle na obecną chwilę świetnych firm, oferujące takie perełki... Pędzle są cudownie miękkie i naprawdę praktyczne! Jest ich 12, używam 11 oprócz eyelinerowego. Jeśli śledzicie uważnie bloga, wiecie że preferuję skośne do tego celu :-) Uwielbiam ten komplet i w przyszłości na pewno jeszcze skorzystam z ich oferty.


Na pędzlach kończę swoich letnich kosmetycznych ulubieńców, znalazłyście tu jakiś swoich? Ja już się przygotowuję pomału do uporządkowania toaletki i wkroczenia na okres typowo jesienny. Jeszcze nie wiem, co będzie królowało w moich wyborach na ten czas. Liczę też na pojawienie się jakiś nowości.

Życzę wszystkim miłego weekendu!

Buziaki, Milena



poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Intensywny makijaż wieczorowy inspirowany oceanem

Kiedy nabieram ochoty na mocny makijaż oczu, sięgam po intensywne kolory. Różne odcienie niebieskości są moimi faworytami, dają przepiękny kontrast. Mimo, że mam sama niebieską tęczówkę, nie robi mi to żadnego problemu. 

Zrobiłam tak naprawdę dwie wersje: 1 normalna, 2 ze sztucznymi rzęsami i czarną kreską eyelinerem. Ta ostatnia powstała z nudów i chęci dodania czegoś ekstra. Dla mnie osobiście wystarczyłaby ta pierwsza, ale jak kto woli :)





*


W rzeczywistości szminka nie jest tak jasna, ma piękny brzoskwiniowy jasny odcień, lampa oszukała.
Druga wersja (niestety zbliżeniowe zdjęcia wyszły za ciemne i ratowałam jak mogłam)...



*




 *


Do wykonania makijażu użyłam cieni:

  BeautyUk posh palette - no.4 - GALAXY

  Sleek Ultra Matts - V2 (cień orbit i ink)

  Makeup Revolution - Iconic 2

  Bh cosmetics - Bh Malibu

  Róż i rozświetlacz również z powyższej paletki.


Reszta użytych produktów:

Twarz:

Podkład - L'Oreal Lumi Magique - N3
Bronzer - Chanel - Soleil Tan de Chanel
Puder sypki - Ryżowy transparentny Paese

Brwi:

HEMA - Eyebrow pencil - 02

Oczy:

Maskara - Essence Maximmum definition 
Korektor - Maybelline instant age rewind - medium 
Sztuczne rzęsy - BornPrettyStore
Eyeliner - Sleek ink POT

Usta:

Pomadka w kredce NYC - Park Slope Peach - 050

Pędzle: Zoeva. 

Którą wersję wybrałybyście? 

Jakiś czas używam znowu moją odżywkę do rzęs Revitalash, miałam tego nie robić, jednak szkoda mi wydanych już na nią pieniędzy. U mnie stosowanie jej podrażnia niestety oczy. Powieki mam zaczerwienione i przekrwione oczy. Jednak nic mnie nie piecze. 
Efekty stosowania są już coraz lepsze. Używam jej 2 miesiące, jednak nie dzień dnia jak powinno się. Robię 1 dniowe przerwy, dlatego efekt nie jest jeszcze taki jak już powinien być.
Następnym razem skusze się na inną firmę lub na wersję (której nie było jak swoją kupowałam) dla wrażliwców. 

Mam nadzieję, że makijaż przypadł wam do gustu. Buziaki do następnego!

sobota, 1 marca 2014

Smoky Violet, nowa propozycja wieczorowa

Witajcie! A jakoś ostatnio znowu mnie wzięło na ciemne makijaże i postanowiłam zrobić małe Smoky Eyes :-) Użyłam do tego celu nowy pigment (przy rozcieraniu zanikał!) i niestety słabo się sprawdził, ledwo co jakoś udało mi się naprawić makijaż... 


Violet smoky eyes evening makeup

*

Fioletowe smoky eyes

Pierwszy raz od dawna udało mi się zrobić niezłe zdjęcie w świetle dziennym, w końcu idzie do wiosny :-)

violet smoky eyes makeup look


Twarz:
-NYC Natural Matte Foundation - 001 Ivory (nowość, opinia z czasem).
-Baza pod podkład - NYC Smooth Skin Perfecting Primer (nowość, opinia z czasem).
-Puder sypki: PAESE- puder ryżowy.
-Korektor: paleta korektorów Sleek.

Oczy:
-Fioletowy mat - 2B Shade.
-Pigment FaceFront - Heroic (Potem poprawiłam Flormar Diamonds Terracotta- D02).
-Opalizująca zieleń z Paletki Bh Malibu.
-Makeup Geek - Cupcake.
-Eyeliner Sleek - ink POT (nowość, opinia z czasem).

Brwi:
-Maybelline Color Tattoo - Permanent Taupe.
-Brązowy mat Makeup Geek - Mocha.

Usta:
-Konturówka ESSENCE- 11 in the nude
-Pomadka ESSENCE - All about cupcake - 53


A może wy macie jakiś pomysł na makijaż, który chciałybyście abym zrobiła? Jakieś problematyczne kolory? Czekam na propozycje, wybiorę jeden i w najbliższych dniach umieszczę wykonanie na blogu. 

Udanej niedzieli! :o)

niedziela, 16 lutego 2014

Test nowego pigmentu ESSENCE, makijaż Cotton Candy

Witam,witam witam! Nie mogłam spędzić dobrze weekendu, nie przygotowując żadnego konkretnego makijażu. Jednak już mam zakodowane w głowie, że w weekend muszę posiedzieć przed lustrem choć tę godzinę na maziajkach :-) Będąc w sobotę w drogerii natknęłam się na przecenione pigmenty firmy Essence, mam już dwa które są naprawdę fajne, postanowiłam więc zaopatrzyć się w kolejne. Wyboru dużego w kolorach nie było, jednak złapałam te najfajniejsze. 



Od lewej:
  • 05 star dust
  • 11 cotton candy
  • 02 smell the caramel



Róż jest bardziej sypki i brokatowy, (stary) złoty - satynowy, natomiast srebrny mix-em tych dwóch.


Zdjęcie wykonane z fleszem.


Zdjęcie wykonane bez flesza pod światło żarówkowe.
Bardzo żałuję, że zdjęcia nie oddają ich prawdziwego blasku.


A tu moje dwa wcześniejsze nabytki. Warto o nich wspomnieć.
  • 023 my little dragon
  • 03 a piece of forever



Śliwkowy/fioletowy pigment jest jakby połączeniem matowego cienia z małą ilością drobinek. 
Ten piękny złoty, mieniący się niesamowicie (niestety nie widać za bardzo) cień sypki, jest moim ulubieńcem! Do tej pory nie znalazłam piękniejszego odcienia a na dodatek z takimi drobinkami! Na powiece wygląda nieziemsko :)


 Pomyślałam o przygotowaniu z jedną nowością makijażu, padło na brokatowy pudrowy róż - Cotton Candy. Kolorek jest naprawdę delikatny, mocno iskrzący. Nie chciałam uzyskać dyskotekowego efektu, dlatego resztę wykończyłam matowymi cieniami.


Robiłyście kiedykolwiek makijaż jedną ręką, drugą natomiast drapiąc i głaszcząc na kolanach pieska preriowego? Do tej pory ja też nie, jednak Roki nie dawał mi spokoju :-P Całe szczęście w dużym stopniu nie wpłynęło to na efekt końcowy. 

*


Na tym zdjęciu nie widać błyszczących drobinek. Zapewniam mienią się pięknie :-) Cały ten słodki look z różami i fioletem, przełamałam turkusowym, ciemnym matowym cieniem.


*


Na zdjęciu bez flesza, całkiem nieźle widać magię tego pigmentu.


 *


Do makijażu użyłam:

Twarz:
-Podkład: NYC all day long smooth skin foundation- kolor 739 Classic Beige (nakładany gąbeczką, w celu lepszego zakrycia moich nowych niespodzianek)
-Puder sypki: PAESE- puder ryżowy (leżał zapomniany w kuferku, wróciłam do niego gdyż Manhattanowy okazał się matować na krótko).
-Korektor: Wet n wild - Coverall liquid concealer wand- light.

Oczy:
-Róż z paletki BH Malibu, wykorzystałam go również do makijażu walentynkowego.
-Fiolet i turkus z paletki Sleek Ultra mattes darks.
-Pigment Essence - Cotton Candy.
-Eyeliner- Catrice gel liner - kolor czarny.
-Sztuczne rzęsy NYC (przecięłam je i użyłam połówek, ponieważ całe okazały się strasznie elastyczne i wygięte w górę - inaczej byłyby nie do użytku).

Brwi:
-Maybelline Color Tattoo - Permanent Taupe.

Usta:
-Pomadka FLORMAR Revolution perfect lipstick - R05


Mam nadzieję, że kolejny makijaż na moim blogu będzie już w końcu dobrze doświetlony. 
Powodzenia pracującym w przetrwaniu poniedziałku :-)

Buziaki! 

czwartek, 16 stycznia 2014

Mega recenzja podkładów do twarzy!


Witajcie! Postanowiłam zrobić post poświęcony recenzji podkładów które używam/używałam. Sama do tej pory szukam tego "idealnego". Mam nadzieję, że moje wypociny się na coś przydadzą :-) Podkłady których nie ma na moich zdjęciach a były przeze mnie używane, wkleję z innych stron. Recenzje nie będą na "sucho", przedstawione produkty używałam od kilku miesięcy <. Kolorystyka ich jest różnorodna, używam ich w zależności od pory roku i kolorytu mojej cery. Na dzień dzisiejszy posiadam to, co widać na zdjęciach. 


Na tę chwilę używam:
(gdy nie mam czasu na użycie pudru sypkiego): Essence soft touch mousse lub 
(gdy mam czas): Rimmel Wake me up; Rimmel Match perfection lub NYC all day long + puder sypki lub w kamieniu.

Część 1.



Na sam początek zróbmy listę recenzowanych produktów: (od lewej):
1. ASTOR - Skin match fusion.- Kolor 200 nude. SPF 20.
2. ASTOR - Perfect Stay oxygen fresh make-up.- Nr. 300. SPF 18.
3. ASTOR - Mattitude HD.- Kolor 012 natural. (Dla zimowych bladziochów jak ja, jest zbyt ciemny :( ). SPF 22.
4. Rimmel - Wake me up.- Kolor 100 ivory. SPF 15.
5. Rimmel - Match perfection.- Kolor 100 ivory. SPF 18.
6. L'oreal - LUMI magique.- Kolor N3 pure linen. SPF 18.

... i kolejne:


Część 2.


...tak jak pooprzednio (od lewej):

1. PAESE - Matte & cover.- Nr. 204 (najciemniejszy z kolekcji). 
2. PAESE - Long cover fluid.- Nr. 01 jasny beż. SPF 6.
3. NYC - All the long foundation.
4. MAX FACTOR - Lasting performance.- Nr. 102 pastelle.
5. Lirene - Intensive cover.- Nr. 708 toffee. SPF 10.
6. Lirene - Fluid matujący.
7. i 8. - Essence soft touch mousse.

Następnie kremy BB i próbki podkładów:

Część 3.



1. GARNIER - Miracle skin perfector.- Kolor medium.
2. AA - Make up BB.- Kolor jasny. SPF 15.
3. Lirene - 2 w 1, Fluid + baza.- Nr. 409 tiramisu.
4. Rimmel - Stay matte.- Nr. 201. 
5. L'oreal - Age re-perfect.- Nr. 310 soleil rose. 
6. Lirene - puder kryjący w kremie.- Nr. 04 słoneczny. 
7. Lirene - Shiny touch.- Nr. 104 naturalny.


Jeśli interesuje was moja opinia na temat podanych wyżej podkładów zapraszam do czytania!


Krótka charakterystyka mojej cery:

Mam 23 lata i nie za bardzo problematyczną cerę.. Nie mam typowego trądziku,  niekiedy pojawiają się u mnie zaskórniki (raz jest ich więcej raz mniej) przeważnie jako 'grudki'. Mam skórę 'zbitą', z tego też względu trudno się je u mnie usuwa. Od czasu do czasu pojawi się jakiś stan zapalny. Moja cera mieszana, wbrew pozorom najtrudniejsza do ogarnięcia (sucha na policzkach i tłusta w strefie T). Z tego też względu ciężko mi jest dobrać podkład idealny. Szukam już dobre kilka lat i jeszcze nie poznałam takiego kawalera  :-) W tym poście przedstawiam to, co już wypróbowałam i co się sprawdziło albo i nie.

Podkłady przeważnie występują w formie:
do cery tłustej - matujące
do cery suchej - nawilżająco/rozświetlające.

Część 1.

Na pierwszy ogień idzie ASTOR - Skin match fusion. Jak widać ta marka jest u mnie popularna, a to dlatego że podkłady mają całkiem przyzwoite.
Zadowolone będą z niego dziewczyny lubiące lekkość i słabe krycie. Jest idealny na lato, bo nie obciąża skóry. Po nałożeniu na twarz zdaje się być troszkę za ciemny, jednak podczas rozcierania zmienia się w jaśniejszy odcień. Konsystencja jest leista, niestety nie matuje dobrze. Jak dla mnie prawie w ogóle. Muszę na koniec nakładać na niego sypki puder. Jeśli chcę wyglądać przyzwoicie, muszę tę czynność powtarzać kilka razy w ciągu dnia. Zdecydowanym plusem jest wysoki filtr SPF, bo aż 20 i naturalne wykończenie.

Kolejnym Astorakiem jest  Perfect Stay oxygen fresh make-up. Podkład ten jest dużo cięższy od swojego kolegi powyżej" - średniokryjący. Używanie go w lato nie jest dobrym pomysłem, sama się o tym przekonałam. Chyba, że lubicie te ciężkie uczucie w upały, dla mnie osobiście przeszkadza :-) Jeśli chodzi o trwałość, sprawdzał się u mnie bardzo dobrze. Przez swoją konsystencję może zapychać pory, bo jest gęstszy. Nie matuje też tak jak obiecuje producent, jednak na tłustej cerze nie pozostawia perfidnie tłustego filmu. Myślę, że odpowiedniejszy jednak będzie dla cery suchej.

Kiedyś dostawałam wiele pochwał za wygląd mojej cery. "Jest taka cała gładka, nieskazitelna, jednolita". A wiecie dlaczego? Dlatego, że używałam podkładu ASTOR - Mattitude HD. Na tę chwilę mój najwyżej postawiony podkład w rankingu :) Najlepiej sprawdził się przy mojej mieszanej cerze, nie był za tłusty ale też nie przesuszał. Radził sobie z oba problemami. Konsystencję ma pośrednią między Skin match a Oxygen. Nie za lekka ale i nie za ciężka. Czyli dla mnie idealna :) Matuje całkiem nieźle, nie daje typowego płaskiego matu, jakiś blask daje. Dużym plusem jest wysoki filtr SPF 22, co na lato sprawdza się znakomicie :)

Rimmel - Wake me up kupiłam z myślą o wielu pozytywnych opiniach na jego temat a także z powodu mojej przemęczonej twarzy. Chciałam ją "ożywić" tym podkładem. W swoim składzie ma malusieńkie drobinki które fajnie odbijają światło. Podkład jest lekki i co za tym idzie niezbyt trwały i kryjący. Pod koniec pracy już go prawie nie mam na twarzy (czyli po ok 6-8 godzinach). Jak dla mnie nie sprawdził się. Zmatowiony pudrem był całkiem dobry, jednak po jakieś godzinie cała strefa T była już tłusta :( Dla osób zmagających się z suchą, przemęczoną skórą będzie strzałem w 10 :)

Rimmel - Match perfection. Jasne odcienie mają konsystencję bardzo lejącą, podobną do Astor skin match fusion i Rimmel wake me up, natomiast ciemniejsze i ciemne odcienie match perfection były już podobne do Astor mattitude hd, albo i jeszcze gęstsze. Używając teraz jasnego koloru mam wrażenie lekkości, jednak używając ciemniejszego odcienia rok temu, zdawał mi się strasznie ciężki i 'tłusty'. Więc teraz jestem z niego zadowolona, ale kiedyś nie byłam i musiałam się 2 raz zastanowić czy go na pewno kupić. :) Podkład lekko kryje, więc dla osób obarczonych widocznymi stanami zapalnymi lub widocznymi naczynkami będzie zbyt lekki. Jednakże nakładając na niego dobry kamuflaż, po niedoskonałościach ani śladu :-)

Czas na L'oreal - LUMI magique. Wiele razy chciałam go kupić, jednak obawiałam się złego dobrania - rozświetlający podkład do tłustej strefy T i tak też się stało. Ładnie rozświetla twarz, jednak w moim przypadku sprawdzi się na lato. Konsystencja jest lekka i przyjemna w rozprowadzaniu nawet palcami. Wzięłam kolor najjaśniejszy w sklepie N3, ale jednak okazał się być zbyt ciemny, niestety sklep nie miał za dużego wyposażenia w kolory. Przy wyborze podkładów z L'oreal należy pamiętać o numeracji: W- warm(ciepłe odcienie cery); C- cold(zimne odcienie) i N- neutral, czyli neutralne odcienie. Jest to duży plus, ponieważ można znaleźć sobie swój idealny odcień jak najbardziej dopasowany do kolorytu cery, czego nie można powiedzieć o niektórych firmach i ich podkładach. Podkład zostawia skórę o satynowym wykończeniu, jednak ja musiałam ładować w niego sporo pudru matującego :)

A tak dla porównania odcienie prezentują się na ręku: (Pamiętajcie! Nigdy nie należy dobierać koloru podkładu na dłoni/nadgarstku, należy sprawdzać miejsce pomiędzy żuchwą a szyją). Niestety w sklepach jest światło sztuczne, więc w lepszych drogeriach proście o próbki kolorów i sprawdzajcie odcienie w domu na spokojnie przed lusterkiem :)



Część 2.


PAESE - Matte cover. Przeznaczony do skóry tłustej i mieszanej, podkład matująco - kryjący. Jak z tym jest naprawdę? Niespecjalnie matuje, ale krycie za to ma całkiem dobre (dla mnie w sam raz, nie za mocne nie za słabe) na twarzy pozostaje dłużej niż niejeden bardzo markowy podkład.. Wykończenie jest ładne, satynowe takie jak lubię. Twarz jest gładka i jej kolor jest wyrównany. Minusem jest niestety uboga kolorystyka (4 odcienie), pozostaje mieszanie odcieni. 

PAESE - Long cover fluid. Kolega tego pana z góry :-) Podkład ciężki, taki wręcz klejący na twarzy. Niezbyt przyjemnie się go nakłada i nosi na twarzy. Na pewno odpada noszenie go w lato! Trzeba uważać z jego ilością i lepiej będzie nakładać go w małych ilościach (wklepywać) gąbeczką. Trwałość jest na dobrym poziomie, jeden z najtrwalszych jakie stosowałam. Znowu do podkładu dochodzi oczywiście uboga kolorystyka. Dla przeciętnej Polki numer 1 będzie zdecydowanie za ciemny.

NYC - All the long foundation. Kupiłam skuszona ceną, kosztował jakieś 4 euro. Wzięłam kolor najjaśniejszy, dla bladziochów całkiem niezły. Podkład nie pozostaje na twarzy do 14 godzin, jednak nie jest taki zły. Kolor skóry wyrównuje, nie pozostawia smug.  Z początku może sprawiać problem rozprowadzenie go (jest dziwny nie umiem tego dobrze opisać, niby całkiem gęsty a na twarzy troszkę bardziej wodnisty). Jednak później można go wyczuć. Nie matuje tych stref co powinien, jednak nadrabia innymi zaletami :-)

I pojawił się mój drugi ulubieniec. MAX FACTOR - Lasting performance. Konsystencja jego jest bardzo przyjemna dla twarzy, jakby satynowa, lekka mimo iż jest o przedłużonej trwałości. Po nałożeniu skóra wygląda nieskazitelnie, nie czuć żadnej ciężkości na twarzy. Jak dla mnie dobry bez względu na porę roku, przy każdej sprawdzał się świetnie. Używałam kolor 102, jednak teraz w okresie zimowym jest już za ciemny. Na pewno będę do niego wracać, ponieważ jest niesamowity :) Numeru 101 nie polecam osobom o chłodnym typie urody, jest zbyt różowy.

Dla osób chcących mocniejszego krycia bez wydawania fortuny na podkład polecam wypróbowanie Lirene - Intensive cover. Nie sprawdzi się on jednak przy starszej cerze, bo będzie się za bardzo odznaczał w zmarszczkach. Krycie ma dobre, nie polecałabym stosowania jego na co dzień osobom które tego nie potrzebują. Nałożony za grubo może się odznaczać, tworząc maskę więc trzeba bardziej uważać niż zwykle. Jeśli chodzi o matowanie u mnie sprawdził się bardzo dobrze. Po prostu robi to co musi :-)

 Lirene - Fluid matujący. Jest to jeden z moich "niewdzięczników" których ciężko porządnie rozsmarować na twarzy palcami, bo pozostawia smugi. Już miałam go wyrzucać, lecz sprawdziło się nakładanie go pędzlem do podkładu hakuro. Krycie ma fajne, naprawdę matuje, jednak te bardziej suche partie może przesuszać. Ma dziwną formułę, jakbym kładła na twarz taką papkę z wody i kredy. 

Nigdy nie byłam przekonana do podkładów w musie, zawsze myślałam, że robią smugi, są niewydajne. W sklepach mijałam je szerokim łukiem ale w końcu postanowiłam wypróbować. Nie pożałowałam. Chodzi o Essence soft touch mousse. Bardzo fajnie matuje twarz, daje satynowe wykończenie, twarz się szybko nie świeci, często przy nim nie używam pudru sypkiego. Aplikacja jest bardzo szybka, jest to duży plus jeśli zależy nam na szybkim makijażu z rana. Do wszystkich moich podkładów używam tego samego pędzla poniżej: Jest to HAKURO H52.


Użytkowanie widać, czyli nie kłamię mówiąc że ciągle go stosuję :-) (prawie wytarta firma). Pędzel jest jak dla mnie lepszy od 'języczkowego' ale też i nie najlepszy w swoim fachu. Zjada spore ilości podkładu, mimo że zawsze spryskuję go wodą przed użyciem aby zużycie zminimalizować. A winą albo i plusem jest bardzo gęste włosie. Pędzel jest bardzo dobrze wykonany - miękki, stabilny; włosie z niego nie wypada. Jednak ja przy najbliższej okazji wymienię go na inny.


Jak druga część podkładów prezentuje się na ręce:



Następnie Essence: (widać doskonale matujące wykończenie):



Część 3.

Pierwszym kremem BB który używałam był właśnie GARNIER - Miracle skin perfector. Całe szczęście, że dostałam go w prezencie, bo nie sprawdził się u mnie wcale. Po nałożeniu go na twarz, błyszczała się tak, jakby ktoś mnie nasmarował olejem... Mimo kilkukrotnego przypudrowywania, skóra cały czas po krótkim czasie robiła się tłusta. Moja strefa T nie jest tak tłusta jak ten krem BB :-)

AA - Make up BB- był drugim kremem BB jaki użyłam, zniesmaczona po uprzednim. Przy tym też się zawiodłam. Kolor najjaśniejszy podbija różem, na twarzy wygląda nieładnie/ nienaturalnie. Konsystencja też jest dziwna, nieprzyjemna jak dla mnie w nakładaniu. Dokładnie to samo mogę powiedzieć o kolejnym z 'serii drogeryjnej' kremie BB firmy NIVEA.

A tu was zaskoczę! Lirene - 2 w 1, fluid + baza jest jak dla mnie do tej pory numerem jeden jeśli chodzi o tańsze firmy podkładów, jest świetny! Czasami żałuję, że mam tylko tester z ciemnym odcieniem. Konsystencja jakby satynowa, ładnie stapia się ze skórą. Matuje wystarczająco dobrze. Twarz po jego użyciu jest taka od razu piękniejsza :) Bardzo polecam wypróbowanie jego i ocenienie samej :)

Rimmel - Stay matte. Jest to kolejny podkład, którym się rozczarowałam. Nigdy nie miałam takich problemów podczas rozcierania jak przy nim. Zostawiał na mojej twarzy okropne smugi, które w koooońcu po jakimś czasie udało się ujarzmić. Tester użyłam dokładnie dwa razy i na tym nasza znajomość się kończy.
 
Teoretycznie podkład L'oreal - Age re-perfect jest dla kobiet dojrzałych, ale ja i tak postanowiłam go spróbować na moją skórę. Daje jednolity, gładki efekt na twarzy, ładnie się z nią stapia. Kolor próbki miałam ciemny, używałam go w lato i był wręcz idealny. Nawilżał opaloną skórę, nie podkreślał suchych skórek. Rozprowadzanie nie sprawiało żadnych problemów. Na pewno kupię go z czystym sumieniem :-)

Lirene - puder kryjący w kremie. Nie ma co się po nim kokosów spodziewać, pamiętajmy iż jest to puder w kremie a nie podkład. Używałam go przez kilka lat za czasów bycia nastolatką. Nie jest zbyt trwały, ale za to lekki i idealny dla kobiet mających nieskazitelną skórę bez potrzeby silnego krycia lecz wyrównania kolorytu.

Lirene - Shiny touch - nie zachwycił mnie. Jak dla mnie podobny bubel co Rimmel - Stay matte. 

Prezentacja odcieni na dłoni:




A co u was sprawdza się a co nie? Może macie dla mnie jakieś inne podkłady do wypróbowania? 
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do przeglądania kolejnych postów :)

Don't understand? Translate :-)